„Dwoje dentystów…”

Dwoje dentystów w jednym stało domu,
Ciut młodszy, ciut starsza… (Nie mówcie nikomu!)
I małe, bezzębne co na czterech pełza
A swoim rodzicom sen z powiek spędza.

I żywot dentysty swój wiedli spokojnie
Głów koła ZĘBATE ruszały mozolnie
Gdy w SZCZERBATYM kubku parzyła się kawa –
„PROTEZA energii”, czarna niczym lawa.

Gdy dzień już kolejny ich objął jak KLESZCZE,
Jesienną szarugą przywitał i deszczem,
I WYRWAŁ ich siłą z cieplutkiej otoczki
Wiatr pchał im po drodze ZĘBATE obłoczki.

A teraz już wsiąkli w robotę po łokcie,
ZGŁĘBIAJĄ kanały, nacinają ropnie,
Powoli. Z rozmysłem, zawsze roztropnie.
Nie wolno rozdawać UŚMIECHÓW pochopnie!

W domu przy kolacji rozmowy nie cichną!
„Był pewien chłopiec z wybitą JEDYNKĄ!”
„A u mnie ząb długi, jak stąd do Warszawy!”
I tak dentystyczne się toczą rozprawy…

I myślał człowiek sobie po kryjomu,
Że fajnie jest pracy nie brać do domu…
Zostanę dentystą! Na pewno tak będzie!
Lecz sam się przekonasz, w jakim jesteś błędzie!

Adam Zyśk
hmphotography