Dla Młodych

Porównanie past do zębów z fluorem dla dzieci

Sierpień 03, 2017

M.

Młody Dentysto!

Zakładam, że rodzice dzieciaków często zadają Ci pytanie:
„Czym najlepiej myć dziecku zęby?
Zwykle oczekują bardzo konkretnej odpowiedzi.
I słusznie, ich święte prawo.

 

 

Ty zaś pewnie nie podajesz żadnej nazwy (żeby nie było, że,  zaprzedałeś dusze koncernom farmaceutycznym. Ja nie podawałam). Rzucasz jedynie na co trzeba zwrócić uwagę (ppm) i po temacie. Wiadomo.
W momencie, kiedy jednak masz już swoje dzieci i czytasz skład wszystkiego, co wpadnie Ci w ręce, sytuacja ulega drastycznej zmianie.
Mamy czasy eko. Segregujemy odpady, kupujemy oszczędne samochody, staramy się odżywiać i ubierać coraz  bardziej zgodnie z naturą.
Żadne to zatem zaskoczenie, że coraz więcej pacjentów jest świadomych, że składy jedzenia i kosmetyków trzeba czytać. Ba, nie tylko czytają, ale spośród tego anglo-łacińskiego bełkotu są w stanie wyłowić składniki uznawane za szkodliwe.
Myślę, więc, że słabo polecać produkty o wątpliwym składzie, czyli takie, których sami byśmy nie kupili. Bo i po co?
Gwarantuję Ci, że taka eko-matka uzna, że skoro polecasz pastę z parabenem jej dziecku, to gówno się znasz. A i tak gówno się znasz, bo jesteś młody, więc doszczętnie zaorane…
Jednym słowem – chrońmy swoją wiarygodność i nadążajmy za trendami panującymi wśród pacjentów. Nie mówiąc o tym, że lepiej wiedzieć czego sam używasz.

Na co zwrócić uwagę?

Przyznaję, że nieco zaintrygowana siadłam na tyłku i zaczęłam szukać.  Kiedy miałam wątpliwości, pytałam specjalistów z dziedziny chemii i biotechnologii ;). Okazuje się, że takich past, które kupiłabym swojemu dziecku, jest całkiem niewiele.

 

 

Do rzeczy. Przy używaniu jakichkolwiek kosmetyków, warto wziąć pod uwagę:
1) skład
2) jakość i czystość składników
3) ich stężenie (dobrze wiemy, że substancje mają jakąś dawkę bezpieczną, ale i toksyczną).

 

Ze składem najprościej, obowiązkowo zamieszczany jest na opakowaniu. Pozostaje tylko zorientować się co kryje się pod tajemniczo brzmiącymi nazwami. Zachęcam, żeby podpytać też znajomych chemików czy biotechnologów, zwykle ich wiedza jest szersza, niż to, co dostępne np. w internecie. Doskonałym i obowiązkowym źródłem wiedzy są oczywiście publikacje naukowe, ale nie oszukujmy się, niewielu pacjentów przez nie przebrnie.

 

 

Jakości użytych składników nie jesteśmy niestety w stanie zweryfikować (producenci nie chwalą się czy panthenol jest chiński czy włoski, czy był szczelnie zapakowany czy szuflami zgarniany z pokładu transportującego go statku (true story :/)).
Stężenie – wynika z kolejności w składzie.Im dalej składnik jest na liście INCI, tym mniej go w produkcie jest. Dodatkowo dobrze wiedzieć, że maksymalne stężenia niektórych substancji chemicznych w kosmetykach są ściśle narzucone np. przez UE.

Po co specjalna pasta dla dzieci?

Drodzy Pacjenci!

 

Pewnie zastanawiacie się czy to jakaś kolejna sztuczka marketingowa – jedne pasty dla dzieci, inne już tylko dla dorosłych?

 

Niekoniecznie.

 

Pasty dla dzieci powinny zawierać mniejsze stężenie fluoru niże te dla dorosłych (zalecane 1500- 1450 ppm).

Czym jest ppm? Part per milion czyli liczba części na milion. Jednostka używana, kiedy stężenie substancji w produkcie jest jeszcze niższa niż promil.

 

Ponad to produkty dla dzieci powinny mieć starannie wyselekcjonowany skład (nie zawsze tak jest) i ewentualnie zachęcający wygląd i smak (brokat, połysk, kolory i różne smaki, tutaj akurat producenci są bardzo kreatywni).

Past z jakimi składnikami nie chcę używać?

Jest to oczywiście moja subiektywna opinia, nie każdy musi się z nią zgadzać.
Dla mnie na czarnej liście znalazły się:

 

 

1) parabeny – konserwanty, prawnie niektóre całkowicie zakazane, inne dopuszczone do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
Majną niekorzystny wpływ na gospodarkę hormonalną i układ rozrodczy, właściwości kancerogenne.
Moi znajomi już kilka lat temu pisali magisterki z chemii o szkodliwości parabenów.
2) phenoxyethanol – konserwant, prawnie dopuszczony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
Niekorzystny wpływ m.in. na gospodarkę hormonalną i układ rozrodczy.
3) SLS (sodium lauryl sutfate) i SLES (sodium laureth sulfate) – substancje powierzchniowo czynne, myjące, pieniące. Nie ma regulacji prawnych odnośnie ich stosowania w kosmetykach.
Mają działanie wysuszające, drażniące, naruszające strukturę lipidową skóry.
4) propylene glycol i butylene glycol – humektanty zapobiegające wysuszaniu kosmetyku, mają zdolność do trwałego wiązania i zatrzymywania wody z otoczenia, hydrofilowe substancje nawilżające skórę. Brak regulacji prawnych w stosowaniu w kosmetykach.
Działanie drażniące i alergizujące.
5) glikole polietylenowe i glikole polipropylenowe (PEG I PPG) – bardzo szeroka grupa. Tutaj kwestia sporna w zależności od źródeł: np. kosmopedia.pl podaje je za substancje bezpieczne, podobnie zresztą jednak jak parabeny..
Chodzi o potencjalne zanieczyszczenie szkodliwym 1,4-dioksanem (podejrzany o działanie kancerogenne). Ponad to do produkcji PEGów używany jest tlenku etylenu (cytują srokao.pl „uchodzi za substancję rakotwórczą”). W grę wchodziłoby ewentualne zanieczyszczenie PEGów tlenkiem etylenu. Do tej pory informacje pojawiające się na stronie srokao.pl zgadzały się z dostępnymi mi wynikami badań naukowych, więc zapewne coś jest na rzeczy.
Umówmy się, ogromna większość z nas nie mam możliwości wrzucenia pasty do zębów do chromatografu, żeby sprawdzić zawartość 1,4-dioksanu. PEG PEG-owi nierówny, zapewne nie każdy jest potencjalnie szkodliwy,ale też nie każdy pacjent się zna, więc po prostu warto z nimi być ostrożnym..
Warto też zwrócić uwagę na cocamidopropyl betaine – substancja myjąca.
Zauważyłam, że dodawana do większości produktów myjących (żele, szampony, pasty), szczególnie tych naturalnych (zamiast SLS).
Posiada potencjalne działanie alergizujące (np. „Pediatric Contact Dermatitis Registry Data on Contact Allergy in Children With Atopic Dermatitis”, Jacob SE, McGowan M, Silverberg NB, Pelletier JL, Fonacier L, Mousdicas N, Powell D, Scheman A, Goldenberg A.
JAMA Dermatol. 2017 Feb 22. doi: 10.1001/jamadermatol.2016.6136).
W składach past zaznaczone na niebiesko, żeby zwrócić uwagę rodziców małych alergików ;).

Składy poszczególnych past

Stan aktualny na miesiąc lipiec 2017.

 

 

Producenci mogą zmieniać receptury past, dlatego polecam monitorować je na bieżąco .

 

Podkreślam, że to moje subiektywne kryterium oceny, a żadna z firm nie sponsorowała tej analizy ;).

Ponieważ uważam, że każdy bez wyjątku lekarz powinien być człowiekiem szkiełka i oka, chcących zgłębić temat czy potwierdzić w.w. działanie danych substancji, odsyłam na pubmed, sciencedirect czy scihub.
Znajdziecie tam dużą ilość prac, w które warto się wgryźć przy odrobinie wolnego czasu ;).

 

 

Po odrzuceniu past z niechcianymi przeze mnie składnikami, zostają właściwie 2 pozycje:
1) Alterra, żel do zębów dla dzieci, malina BIO, 0-6 lat, z Rossmana (miła niespodzianka) – 75 ml za niecałe 6 zł. Ma dość intensywny, słodko-owocowy smak.
2) Elmex, Junior, pasta do zębów dla dzieci 6-12 lat, 75 ml, cena około 12 zł.

 

 

Odrobinę gorzej (przez zawartość Cocamidopropyl Betaine – potencjalnego alergenu), wypadają:
1) Aquafresh My Big Teeth/My Little Teeth/My Milk Teeth, 6-12, 3-5, 0-2 lat- 50 ml za niecałe 6 zł;

2) Elmex, pasta do zębów dla dzieci z aminofluorkiem od 1 ząbka do 6 lat – 50 ml około 9 zł; wedle wiedzy akademickiej, dużą zaletą jest obecność organicznego związku fluoru – aminofluorku, który wbudowuje się w tkanki zęba lepiej niż związki nieorganiczne; smak bardziej neutralny.

 

 

Jeśli jest jakaś pasta, którą pominęłam, podeślijcie. Dorzucimy ją do zestawienia ;).

Macie pytania?

Piszcie.

M.


Zobacz podobne wpisy

Dla Młodych

Dla studentów

Oferty Pracy

Porady

Recenzje

Wydarzenia

Z pamiętnika