Z pamiętnika

Rzecz o pokoju socjalnym

Lipiec 06, 2017

Rzecz o pokoju socjalnym.
T.

Socjalny ma w sobie jakąś taką magię, że masz ochotę zaszyć się tam nawet na pół minuty między pacjentami. Zakopać się w plątaninie fartuchów, papierów i folii po kanapkach. Zwinąć w kłębek i zasnąć. Coś jak łazienka w rodzinie wielodzietnej. Zamykam drzwi i mnie nie ma. Spadać wszyscy. Pod warunkiem, że masz dobrą atmosferę w pracy albo jesteś na zmianie sam.

Przychodzę dziesięć minut przed swoją zmianą. Popycham drzwi i uderza mnie odór duszonej cebuli i podgrzanego sera. Jeden rzut oka na mikrofalę… I tak, pani Jola znowu wrzuciła zapiekankę.
E. siedzi pod ścianą blada, kolana opiera na sąsiednim krześle a głowę ma odchyloną do tyłu. Dam sobie rękę uciąć, że gdybym wpadł chwilę wcześniej, po brodzie ciekła by jej jeszcze strużka śliny.
– E., ilu dziś przyjęłaś? Wyglądasz jak zwłoki – zauważam wesoło, jednocześnie kombinując, gdzie tu postawić swoje buty. Musicie wiedzieć, że najzwyczajniej nie mam kiedy wyskoczyć na zakupy, w wyniku czego moje obecne cichobiegi capią jak stary kozioł. Serio. Wszyscy to wiedzą. Ale udają, że nie zauważyli. W obecnym serowo-cebulowym zaduchu są jednak duże szanse, że je „bezgłośnie” przemycę.
– Dwie klasy – odpowiada zielonolice zombie.
– Uch – sapię, upychając buciory w odległy kąt metalowej szafki. Znając E., przebadała KAŻDE dziecko z morderczą precyzją, dysząc w kark asystentce, żeby w karcie głupi przecinek był na swoim miejscu. E. Jest osobą, która daje z siebie 200%. W domu i w pracy. To ten typ, który po imprezie robi nad ranem wszystkim omlet i sprząta ze stołu, kiedy właściciel mieszkania obficie rzyga do zlewu. Albo pomaga staruszce wnieść walizkę na trzecie piętro bez windy. Albo przygarnia bezpańskiego psa. Albo dawała mi ściągać na kolokwium,mimo,że ja cała noc piłem, a ona wkuwała. Kiedyś podejrzewałem E. o rodzaj lekkiego upośledzenia, dopóki nie uratowała mojego własnego tyłka z potężnego bagna. Kilkukrotnie. Dlatego bez pytania walę w mordę, jeśli ktokolwiek ją obrazi.
– Ej! Zabieraj je od mojego fartucha! A najlepiej wystaw na parapet- do socjalnego wkracza H., oskarżycielsko celując we mnie palcem. H., nasza niekwestionowana królowa wybiegu. To jest gabinetu. Wszystko jest w niej perfekcyjne, od idealnych brwi po pedicure. Posągowa piękność. Jeśli jednak mnie ktoś spyta o zdanie, to powiem, że H. ma przepalone w głowie kilka obwodów i jest zdrowo popieprzona.
Księżniczka opada z gracją na krzesło i wyciąga przed siebie dłonie. Z namysłem zaczyna pokrywać paznokcie lakierem w kolorze czerwonego wina. Tak, wiem, że istnieje taki kolor. Widzicie, jeśli facet przebywa przez kilka lat w towarzystwie samych kobiet,dowiaduje się wielu rzeczy. Czasem strasznych. Nawet kiedy nie słucha, wiedza ta zdaje się przedostawać drogą infiltracji. Tak więc, jeśli poprosicie mnie o pomoc w wyborze tamponów, służę uprzejmie.
– Więc ty możesz malować paznokcie, ale moje buty już śmierdzą? – pytam,w sumie nie wiadomo po co. I tak nie wygram.
– Milcz i podaj mi moje śniadanie. Dałam pacjentom kredki, mam chwilę na jedzenie – odpowiada, wydymając wargi. Śniadanie. O czternastej. Posłusznie podaję jednak pojemnik, otwierając go po drodze. Cudem udaje mi się nie zwymiotować. H. Posiada wiele talentów, ale gotowanie zdecydowanie do nich nie należy.
– Taki zapach mają pieluchy mojego syna – stwierdza rzeczowo E., uchylając powiekę – Co to?
– Duszony łosoś w śmietanie, z gorgonzolą i porem. No, chyba troszku wali – H. Marszczy zgrabny nosek. Powietrze się zagęszcza. Myślę, że siekiera to jedna z lżejszych rzeczy, którą można by w nim powiesić. Odór śmietnika, do którego ktoś przed chwilą zwymiotował,rozpuszczalnika i cebuli. Majstersztyk. Nawet na mojej stancji lepiej pachnie. Nagle do naszych uszu dobiegają urywane krzyki: „Koszty…”, „To tylko dzieci”, „Co sobie pani”. Drzwi socjalnego walą w hukiem w ścianę, a w progu staje szef. I aż się cofa. Po czym zaczyna ryczeć.
– Co za idiota dał dzieciom flamastry? Cała ściana jest urąbana. T.,twój pacjent czeka od dziesięciu minut. I co to za smród, jakby się stado małp zesrało?!
I w sumie ma rację. Ja też bym się darł.


Zobacz podobne wpisy

Dla Młodych

Dla studentów

Oferty Pracy

Porady

Recenzje

Wydarzenia

Z pamiętnika