Każdy kij ma dwa końce. Tak się składa, że lubię gdy jeden z nich tkwi głęboko w kopcu mrowiska.
Wszyscy posługujemy się tym samym alfabetem składającym się z pi razy drzwi trzydziestu liter. A jednak jak się je ustawi w pewnej nieprzypadkowej kolejności to można wystrugać solidny kijaszek i wetknąć go właśnie tam, gdzie sprowokuje dyskusję.
Jako członek (w tym miejscu Pani marszałek sejmu Ela Witek właśnie się czerwieni) społeczności lekarsko-dentystycznej, przyglądając się nam (i sobie) z niedużej odległości postanowiłem rozgrzebać niektóre sprawy.
Nikt nie jest idealny, autor tego tekstu również, jednak nagminnie popełniamy te same błędy. Oto najczęstsze z nich:
Braki w komunikacji z pacjentem!
Nikt nas na studiach nie uczy jak postępować z żywym organizmem. No dobra, coś tam jest w podręcznikach, ale! Dokładnie opisuje się sposób opracowania ubytku, możemy pooglądać ładne obrazki lecz… Jak rozmawiać z pacjentami? Jak rozmawiać o sprawach trudnych? Jak pozwalać pacjentowi decydować o planie leczenia? Umiejętności miękkich na studiach nie uczy nikt a proszę mi wierzyć są to umiejętności kluczowe do osiągnięcia pełni sukcesu. Sama świadomość wagi odpowiedniej komunikacji interpersonalnej i chęć zgłębienia tematu to połowa sukcesu. Drugiej połowy człowiek uczy się całe życie.
Brak planowania leczenia
To chyba domena wielu kanalarzy. (Sam jestem Tadziem Norkiem stomatologii!) Współrzędne na uśmiech wprowadza w nawigację stomatologiczną lekarz prowadzący, mający przed oczami wizję uśmiechu a ja robię pod to solidne endo-fundamenty. No dobrze… Ale co jeśli… to ja miałbym ustalać plan leczenia? Ilu z nas to robi tak szczerze? Jeśli nie wiemy dokąd chcemy dojść, gdzie jest nasz cel, to dokąd nas to doprowadzi? Dopóki nie wyznaczymy celu – efekty mogą być dość przypadkowe. Dodatkowo cel powinien zaakceptować także pacjent – patrz punkt pierwszy.
Brak rozwoju zawodowego, stare nawyki
Kto się nie rozwija ten się cofa – oto krótka prawda życiowa. Stojąc w tym samym miejscu za 5 lat będziemy o 5 lat w plecy z tymi, którzy nieustannie się szkolą. Kupa czasu, prawda? „Stare drzewa” potem jest jeszcze trudniej „przesadzić” co czyni w końcu praktycznie niemożliwym jakikolwiek krok naprzód.
Nieodpowiednie stosunki z personelem
Zamiast budować relacje poziome stawiając drugiego człowieka na równi sobie spora część lekarzy buduje ze swoim personelem relacje pionowe. „Doktór” na szczycie piramidy, reszta niżej. Pandemia zamieszała na rynku pracy asystentek i higienistek, wiele z nich straciło pracę. Była to dla nas okazja do powiększenia zespołu. Natomiast historie tych ludzi i sposób w jaki ich traktowano w poprzednich miejscach pracy woła o pomstę do nieba. Szanujmy swoich pracowników!
Pycha
Jest to punkt niekulinarny, żeby nie było. W polskim KK na liście grzechów głównych jest wymieniona na pierwszym miejscu. I słusznie. Co się z tym wiąże? Brak pokory, przeświadczenie o swojej nieomylności oraz brak umiejętności przyznania się do błędu. To droga na skraj przepaści. Tylko napomknę o efekcie Krugera-Dunninga, który mówi o tym, że… Osoby niekompetentne mają często rozdmuchane poczucie własnej kompetencji a wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia i swojej wiedzy dotyczącej danego tematu a także po zgłębieniu złożoności problemu… Uważają, że nie mają jeszcze dostatecznej wiedzy i czują się niekompetentne.
Jeszcze dentysta czy już przedsiębiorca?
Większość dentystów w naszym pięknym kraju nad Wisłą to osoby samozatrudnione, mimo często nieposiadania własnych placówek medycznych. Szczególnie właściciel gabinetu jak i lekarz, który w nim pracuje nieustannie muszą myśleć o finansach, kosztach i zyskach. Bardzo łatwo jest ulec pokusie zrobienia trzech zębów na jednej nieco zbyt krótkiej wizycie albo dokończenia tej kanałówki, pomimo wątpliwości czy to już na pewno jest ten moment? Nie możemy nigdy dopuścić by chęć zysku górowała nad jakością, bo chwilowy zastrzyk gotówki nie będzie trwał wiecznie a pacjenci w końcu się od nas odwrócą. Jakość musi być constans a za jakość w końcu trzeba jednak zapłacić.
Problemy z empatią
Co za dużo to niezdrowo. Co za mało też niezdrowo. Cechując się nadmierną empatią dajemy sobie wejść na głowę. Nadgodziny, zarwane weekendy, szarpany rodzinny obiad i znów do pracy… ?? Prosta droga do wypalenia! Brak empatii zaś również nie napawa optymistycznie. Jeśli nie potrafimy się wczuć w sytuację pacjenta nie będzie nam nawet zależało, żeby zapewnić mu choć namiastkę komfortu w trakcie wizyty. Tu musimy znaleźć złoty środek. To tak zwana „zdystansowana troska” – pojęcie wprowadzone w 1963 roku przez Liefa i Foxa.
-Podać coś jeszcze?
-Tak, poproszę rachunek.
A czy Ty już zrobiłeś rachunek sumienia?
