Strefa Testów: Dentapen

W zeszłym tygodniu mieliśmy okazję testować sprzęt, o którym zrobiło się ostatnio trochę głośno. Dentapen czyli komputerowe znieczulenie firmy Septodont. Niektóry patrzą z przymrużeniem oka, nazywając go „zabawką”. Inni mówią o tym, że pozytywnie się zaskoczyli. A co uważamy my?

Okiem praktyków

Moment znieczulenia jest dla większości pacjentów związany z największym stresem, bo prawie każdemu się wydaje, że: „to musi boleć”.

Znacząca większość moich pacjentów to dzieci lub pacjenci z dentofobią. Innymi słowy są to osoby, z którymi trzeba obchodzić się delikatnie.  Jednocześnie jestem też gorącym wyznawcą kościoła: „Znieczulamy wszystko i wszystkich, nawet do scalingu, jeśli jest taka potrzeba”. Tak, znieczulam dzieci, nawet te najmłodsze. Co prawda bajeruję je i proszę o zamknięcie oczu w trakcie samego podawania znieczulenia, ale jest to już cała procedura.

Problem zaczyna się w momencie, kiedy tłumaczę rodzicom, że to najlepsze rozwiązanie, a oni wówczas pytają z szeroko otwartymi oczami: „ALE JAK?! IGŁĄ I STRZYKAWKĄ? JEZU!”.

No tak.

Praca z dziećmi jest obarczona wieloma momentami, na których można się koncertowo wyłożyć. Warto mieć sprawdzone procedury oraz sprzęt, który minimalizuje nieprzyjemne odczucia pacjenta czyli mówiąc kolokwialnie – ułatwia nam robotę. Pamiętajcie, podnosząc komfort pacjenta, podnosicie swój komfort pracy.

Ale do rzeczy, co mi się podobało w trakcie testów Dentapena:

Dentapen jest lekki i mały. Jednocześnie rodzice widzą spoko design, więc na plus. Pamiętam The Wand, który w obsłudze był trochę bardziej skomplikowany oraz zdecydowanie, dużo większy.

Obsługa jest prosta, nie ma zbyt wielu opcji, w których można się pogubić. 3 tryby szybkości podawania znieczulenia, w tym najszybszy, pieszczotliwie nazywany przeze mnie „chirurgicznym”.

Rodzice pozytywnie reagują na informację, że jest to znieczulenie komputerowe. Mam wrażenie, że odbierają to jako coś nowoczesnego, ulepszonego oraz przede wszystkim, nie wyglądającego na bolesne. No i nie kojarzy się z przezroczystą plastikową strzykawką, końską igłą oraz pobieraniem krwi.

Dentapen warto połączyć z igłami tego samego producenta. Igły są „podwójnie ścięte” jak skalpel, dzięki czemu łatwiej wchodzą w tkanki.

Znieczulenie faktycznie było komfortowe dla najmłodszych pacjentów, choć należy zaznaczyć, że karpulą przy pewnej dozie fatygi również da się je wykonać względnie sympatycznie (mniej sympatyczny jest dla rodzica widok metalowej strzykawki, nie wspominając już o dziecku).

Można podawać środek znieczulający naprawdę powoli, jednocześnie trzymając urządzenie w dłoni takim chwytem, jaki jest dla nas wygodny. Jak to mówi moja konkretna asystentka: Dziecko nawet nie piśnie.

Podsumowując – czy polecam Dentapen?

Zdecydowanie tak gabinetom skupionym na pedodoncji.  Dentapen może być jednym ze sprawdzonych ogniw w łańcuchu postępowania z pacjentami dziecięcymi, wrażliwymi oraz pacjentami po prostu. Uważam, że warto zrobić wszystko, żeby nie dostawać na wejściu od pacjentów tekstem: „Ja to nie lubię dentystów, bo tam zawsze boli”.

Monika Żbikowska

Do tej pory od początku pracy znieczulałem wyłącznie karpulą. Było to dla mnie idealne narzędzie. Co jakiś czas na kongresach widziałem prezentacje różnych systemów zniczulenia komputerowewgo – ale zawse „coś” mi nie pasowało – a to jakieś kabelki, a to nawiercanie kości (do znieczulenia? po co mi to?) itp. Namówiony przez koleżankę (taaa, Szefową BMD) dałem szansę Dentapenowi.

Co spodobało mi się na początku to wielkość i „bezprzewodowość”. Urządzenie jest wielkości karpuli, może minimalnie cięższe, ale nie sprawia to żadnych problemów. Ustawianie funkcji jest banalnie proste – wybór podawania wolno, średnio, szybko oraz opcja slow startu nie sprawia kłopotów. A jak było w praktyce?

Pacjenci byli pozytywnie zaskoczeni – podobało im się słowo „komputerowe znieczulenie”. Tak jakbym podawał im coś lepszego.

Aspiracja za pomocą Dentapenu nie nastręcza problemu, prędkości podawania osobiście zostawiłbym dwie: wolną i średnią, szybko jest naprawdę szybko (wydaje mi się, że ręcznie wolniej podawałem znieczulenie).

Urządzenie delikatnie brzęczy/buczy podczas pracy co może powodować skupienie się pacjenta na bodźcach słuchowych i odciągnąć ich od myśli o igle wbitej gdzieś w jamie ustnej.

Jedyny negatywny feedback uzyskałem od pacjentki, która stwierdziła, że miejsce po wkłuciu bardziej ją boli niż przy normalnym (karpulą) znieczuleniu. Może to wina wyłączenia funkcji slow start albo po prostu trafiłem w bardziej wrażliwe miejsce. Pozostali pacjenci pozytywnie wypowiadali się o Dentapenie, cześć stwierdziła, że oprócz dźwięków nic się nie zmieniło.

Czy polecam Dentapen – tak, ale nie wszystkim.

Jeżeli ktoś ma wypracowaną swoją metodę znieczulania która odpowiada pacjentom to nie wiem, czy jest sens coś psuć. Jeżeli jednak czujecie, że pacjenci się trochę krzywią, że podajecie za szybko środek znieczulający, że trudno Wam uzyskać kontrolę nad tym to zdecydowanie warto zmienić strzykawkę na Dentapen.

Leszek Szalewski