Czego innego oczekiwaliście? Obrazów rodem z “Dżumy”? Anarchii i chaosu?
Powiem szczerze – ten post jest pisany z perspektywy osoby, która ukończyła uniwersytet medyczny, z perspektywy osoby, której pacjenci codziennie przez X godzin chuchają bezpośrednio w twarz. I nie, autor nie pracuje na oddziale covidowym. Ma za to dostatecznie dużo bliskich i dalekich osób w ochronie zdrowia, żeby z pierwszej ręki wiedzieć co się tam dzieje. I wiecie co? To wszystko już mnie wkurwia.
Pewnie, wkurwiają mnie lockdowny i inne restrykcje pandemiczne. To chyba dość naturalne, bo irytujące bywają zasadniczo wszelkie ograniczenia, które utrudniają normalne funkcjonowanie. Ba, większość ludzi wkurza się gdy akurat nie mogą znaleźć w sklepie lodów, na które mają ogromną ochotę. Jest jednak coś, co wkurwia mnie o wiele, wiele bardziej. I są to ludzie, którzy obostrzenia mają głęboko w rzyci.
Wszelacy wolnomyśliciele… wróć. Powolnomyśliciele od “zakrywania ust szmatą co nic nie daje”, “fałszywej plandemii” i innych tego typu wynurzeń powinni być sądzeni od współudziału w nieumyślnym spowodowaniu śmierci. I to jedna sprawa.
Druga, nieco bardziej skomplikowana, dotyczy już samego społecznego postrzegania pandemii. Z pozoru można to zrozumieć – siedzimy w tym już rok z okładem, fala leci trzecia. Szpitale ledwo dają radę. I to, podkreślam, w najlepszym razie. Ale niby jednak dają.
Ulice nie płoną. Mieszkania zarażonych nie są zabijane deskami. Ciała nie leżą na ulicach. Miast nie patroluje wojsko.
I wiecie jak brzmi powyższe? Jak scenariusz przeciętnego amerykańskiego filmu katastroficznego.
I myślę, że to poważny problem.
Drogie osoby! Powiedzmy sobie raz, jasno i szczerze – nie uświadczycie scen z wyżej wymienionej “Dżumy”. I niech Bóg, Bogowie, Opatrzność lub Ślepy Los (w zależności od tego kto w co wierzy) Was od tego chronią. Problem jest taki, że sceny filmowe – już nie z filmu katastroficznego, raczej z dramatu obyczajowego – się dzieją. Ludzie umierają na oddziałach. Umierają też i w domach, od chorób, których nie leczą przez przeciążoną ochronę zdrowia. Umierają, bo jakiś gówniarz (choćby i 50-letni – zaufajcie mi, gówniażerka wcale nie jest kwestią cyferek wpisanych w dowodzie) doszedł do wniosku, że chodzenie w maseczce narusza jego wolność.
Wolność, której najwyraźniej nie rozumie i zrozumieć nie chce.
Ludzie umierają na zapaść od lat zaniedbywanego i łatanego taśmą (i to nawet nie izolacyjną, bo za droga) systemu ochrony zdrowia. Tak. Ale jest jeszcze jeden cichy morderca, który uchodzi uwadze wielu.
Otóż, moi mili. Ludzie umierają na egoizm.
I ja naprawdę gdzieś głęboko, w środeczku, wierzę, że w jakimś stopniu to są zawiedzione oczekiwania. Nieuświadomione, dodajmy. Oczekiwania scen z filmu katastroficznego, nieba zasnutego nieprzerwanym strumieniem dymu z pieców krematoryjnych palących wszelkie mosty między zakażonym a żywymi. Niestety – moi drodzy, życie to nie film. I nie zrozumcie mnie źle – to, że takich obrazków nie oglądamy to jest przywilej. Niesamowity przywilej wynikający między innymi z postępu medycyny, innych standardów higieny niż kiedyś i innych czynników.
Covid to nie Ebola. Nie zabija całych wiosek w kilka tygodni. Co nie znaczy, że nie jest cholernie groźny. W rozprzestrzenianiu się przebija rzeczoną gorączkę krwotoczną wielokrotnie. I w bezwzględnej liczbie ofiar. Wciąż jednak nie jest on filmową fantazją uzdolnionego w swym fachu reżysera. Jest prozą życia.
A życie, moi mili, to nie film. Nie jest spektakularne. Jest szare. Bure. Często smętne, trudne i ponure. Nie ma wyostrzonych kinematograficznych barw ani nie nęci tak zmysłów. Różni się od filmowego obrazu tak samo jak pornografia od realnego seksu. Dlatego nie oczekujcie od niego, że wtłoczy się w formę kształconą przez lata migawkami z ekranu.
Pani Krysiu ze spożywczaka z mojego osiedla!
Nie jest tak, że, cytując “konowały pieprzą swoje, w moim sklepie nie ma pandemii”. Jest. Ale ktoś się z nią użera żeby Pani mogła zaopatrzyć lud w płody rolne i inne dobra. I ktoś też w niej niechybnie umrze.
Jeżeli nie chce Pani, niezależnie od swojego widzimisię na ten temat, mieć na sumieniu morderstwa to proszę zakładać tę cholerną maseczkę. I niech Pani córka przestanie szaleć po klubowym podziemiu, ciężko przeoczyć jej posty na fejsie.
