Kiedykolwiek trafia nam się pacjent, u którego plan leczenia nie jest oczywisty, stajemy przed dylematem: jak mu pomóc, by miało to ręce i nogi (i najlepiej jeszcze ze dwa łuki zębów). W dobie social mediów coraz łatwiej szukać pomocy bardziej doświadczonych kolegów po fachu – czy to przez kontakt bezpośredni, czy to zadając pytanie na licznych branżowych forach. Jakieś zdjęcie, opis przypadku, wyślij – a potem już tylko przebierasz w komentarzach. I to jest naprawdę super.A czy ktoś jeszcze pamięta o konsyliach? Czy nie chciałoby się czasem wziąć udział w burzliwych naradach, jakie znamy ze scen Doktora House’a czy innych seriali medycznych? Prawda, u naszych pacjentów ciężko się spodziewać rzadkich diagnoz czy spektakularnych objawów, jakie widzimy na ekranach telewizora, ale podejmowane przez nas decyzje są równie ważne dla naszych pacjentów. Od nich zależą ich zdrowie, samopoczucie, akceptacja swojego wyglądu…
Wiele gabinetów zatrudnia kilku czy kilkunastu lekarzy. Każdy z nich ma inny staż, doświadczenia, odmienny obszar zainteresowań, w innych kursach uczestniczył, inne książki czytał po godzinach, z innymi specjalistami rozmawiał. Każdy może wnieść do dyskusji i planu leczenia coś więcej.
Dlaczego by z tego nie skorzystać? Uczmy się od siebie nawzajem. Z pożytkiem dla własnych umiejętności i zdrowia naszych pacjentów.
Potrzeba naprawdę niewiele. W gabinecie, w którym pracuję, w każdym tygodniu znajdujemy jedną godzinę, by usiąść przy komputerze i przedyskutować ostatnie przypadki. To także okazja, by pochwalić się dobrymi efektami leczenia, albo przestrzec kolegów, gdy coś nie pójdzie tak, jak byśmy tego chcieli. To świetna lekcja pokory, gdyż zawsze możemy nauczyć się czegoś nowego.
To co, nie znajdziecie takiej godziny?
A czy u Was mają miejsce takie konsylia?
