Wszystko wynika z naszych przekonań, które to kształtują nasz światopogląd.
Pierwsza grupa lekarzy pamięta czasy, kiedy asystenci na uczelni bez litości musztrowali za wymięty fartuch, niezgoloną brodę czy włosy wystające spod czepka chirurgicznego. Jeszcze mnie spotykały całe wykłady na temat wizerunku lekarza i jasno wynikało, że: „fartuch ma być biały, czysty i sięgający za kolano. Paznokcie mają być krótkie i pomalowane, co najwyżej, lakierem bezbarwnym. Uczesanie gładkie i schludne. Ubranie eleganckie, nie wyzywające, kolory stonowane, koszula wyprasowana.”
Idealnym zestawieniem dla dentysty była szara spódnica lub spodnie oraz wykrochmalona, biała bluzka. I tak najlepiej było trzeba ubrać się na egzamin końcowy. Pomijam fakt, że koleżanka nie założyła na ów egzamin bielizny, żeby nie czuć się jak zakonnica 😉.
Trudno zatem osobom, które odebrały takie przeszkolenie, z łatwością zaakceptować fakt, iż lekarz w mediach społecznościowych może być półnagi. „Nie wypada” – takie słowa z automatu cisną się na usta zgorszonej publice – „Też mam biust, ale nie wszyscy muszą go oglądać!”.
Dla takich osób „Ordnung must sein”, a lekarz to nie małpka, która zabawia znudzonych pacjentów w mediach społecznościowych.