Pokaż lekarzu, co masz w garażu…

O tym, że gabinet stomatologiczny to nie targ arabski, do jasnej cholery.

Fajnie jest zacząć dzień od profilaktyki. Kojarzycie ten stan, kiedy jeszcze nie do końca się obudzicie, żołądek ssie Was z głodu, ale w poczekalnie już czekają pacjenci? Zatem zimna herbata na hejnał, w brzuchu was skręca i modlicie się, żeby nie puścić na nikogo pawia. Jeśli jest to jednak Wasz szczęśliwy dzień, strzelicie szybkie przeglądy z lakierowaniem i lecicie do socjalnego na michę. Może to mało szlachetne, ale dzisiaj na taki rozwój wypadków właśnie liczyłem. Do czasu.

Mam na fotelu siedmiolatka, wcześniej zbadałem jego siostrę. Pani Jola z zapałem notuje w karcie, a ja robię swoje. Ojciec chłopaka krąży po gabinecie jak satelita, nie bardzo mogąc znaleźć sobie miejsce. Wiecie, taki wymuskany goguś, koszula nonszalancko rozpięta pod szyją, Versace czuć od niego chyba w sąsiednim gabinecie. Biznesmen. W pewnym momencie dzwoni mu telefon. Następuje chwila napięcia. Ja kamienna twarz, pani Jola patrzy gdzieś w sufit, facet zamiera jak zwierzątko, któremu bardzo chce się siusiu, ale nie może na podłogę. Odbierze? Nie, wyciszył, ale wyciąga laptopa. Łazi, łazi, w końcu wychyla się w stronę okna. Zasięg będzie łapał. Powodzenia, w tym bunkrze może znajdziesz jedną kreskę. Wracam do roboty.

– Pięć ubytków, trzy zęby można jeszcze lapisować – informuję tatuśka, odkładając lusterko. Ten odrywa spojrzenie od ekranu i w oczach pojawia mu się jakieś takie światełko, jakby ktoś nagle zasilanie włączył.

– To razem ile? Jedenaście zębów do leczenia u obydwojga? Jak się dogadamy? 20% zniżki na wizytę i 10% taniej na leczenie w ciągu roku? – rzuca z prędkością karabinu maszynowego.

Zaraz, zaraz, dogadamy się? Słyszeliście kiedyś, żeby ktoś targował się u fryzjera? Albo przed gabinetem u specjalisty typu ortopeda czy ginekolog? No nie, ale dentysta to już świetne miejsce, żeby się poprzerzucać ofertami? O co w tym chodzi?!

– Wie pan co, ja nie jestem od tego, żeby negocjować ceny, które tak na marginesie są i tak niskie – próbuję słabym głosem. Pudło.

Facet uśmiecha się w sposób, który za pewne miał być ujmujący, ale wygląda nieco drapieżnie.

– Panie doktorze, szanujmy się – oznajmia.

No niestety, żaden ze mnie handlowiec ani też rekin biznesu, nie potrafię dogadywać się w ten sposób. Dupa jestem, być może, ale nie przyszło by mi nawet do głowy, żeby próbować.

– To może z szefem pan porozmawia? – rzucam wymijająco, wybierając najbezpieczniejszą opcję. Oczami wyobraźni widzę, jak szef wpada w furię i rozsmarowuje faceta po ścianach, a potem ryczy na mnie z rozpędu, że wymoczek jestem i jaj nie mam. Przełykam głośno ślinę. Ojciec przygląda mi się z politowaniem, pani Jola dalej gapi się w sufit a ja dalej nie wiem.

Nie wiem dlaczego ludzie to robią i nie wiem też, co wtedy odpowiadać.

Jedno wiem na pewno. Szanowny pacjencie. Przeciętny (pracujący u kogoś stomatolog), u którego zapłacisz 100 zł, będzie miał z tego na czysto (Zusy, srusy, podatki) około 25 złotych. Dużo?

Dalej „pokaż lekarzu, co masz w garażu”?

T.