Słowo często działa jak klucz. Przy jego pomocy można otworzyć wiele „drzwi”.
Ale czy można je zamknąć?
Klucz w zamku można przekręcić w obie strony. Otwarte – zamknięte. Słowa otwierające w gabinecie stomatologicznym często pozwalają przezwyciężyć lęk. „Spokojnie, wszystko pod kontrolą”. To tylko kilka z nich. Wypowiedziane stoickim tonem, potrafią działać jak balsam.
Aby przekręcić klucz mocniej i szerzej „otworzyć pacjenta na siebie”, warto odwołać się do naszej wiedzy o pacjencie, jego zainteresowań, naszych wspólnych tematów. Warto już na pierwszej wizycie szukać takiego klucza. Chyba, że chcemy być postrzegani jako chłodni profesjonaliści, oszczędni w słowach. Jest to wolny wybór każdego z nas.
Puk, puk… Zamknięte.
Słowo to broń obosieczna. Niefortunnie dobrany repertuar słownictwa potrafi zamknąć nam drogę porozumienia z pacjentem.
Weźmy jeden, jedyny, oklepany przykład, kiedy mówimy dziecku „nie będzie bolało”.
Mózg nie słyszy słowa NIE. Natomiast słowo BÓL już tak. I wtedy pojawiają się problemy we współpracy. Ból – słowo klucz. I „buzia na kłódkę”.
Słowo otwiera.
Zamyka.
Buduje i burzy.
Leczy i rani.
Używaj odpowiedzialnie.
