7:10 – Budzik, początek dnia.
7:45 – Pobudka.
7:50 – Poranny jogging na zajęcia na ósmą rano.
8:15 – Bicie rekordu świata w zmianie ubrań i bieg na trzecie piętro na salę kliniczną.
8:20 – Próba wytłumaczenia swojego spóźnienia (uwaga – pęknięta rura, spóźniony autobus oraz kot, który obsikał podłogę to wymówki wykorzystane w zeszłym tygodniu).
8:25 – Próba ogarnięcia co jest na seminarium bez znajomości pierwszej połowy.
8:30 – Drzemka.
9:00 – Pacjenci.
9:20 – Pierwszy pacjent przychodzi spóźniony. Masz dysonans poznawczy między “W sumie dobrze, spokojnie zdążyłem przynieść narzędzia do zabiegu”, “Cholera, będzie mniej czasu na wszystko…”, a “…czemu przyszedłeś? Liczyłem na wolny poranek…”.
9:30 – Po przeglądzie. Diagnoza: ząb do leczenia kanałowego. Cieszysz się, bo brakuje Ci jeszcze dwóch kanałów do zrobienia normy wymaganej do zaliczenia semestru, a został tydzień zajęć.
11:30 – Po dwóch godzinach walki asystent decyduje, że pacjent jednak idzie na leczenie pod mikroskop do stażystów. Walisz głową w ścianę i zastanawiasz się skąd wziąć pacjenta na kanałowe.
11:45 – Kolejny pacjent. Jest miło i przyjemnie dopóki w połowie zabiegu nie przypomina mu się, że ma WZW C. Masz atak serca, bo zdążyłeś prawie zakłuć się trzy razy. Przed oczyma stają Ci kadry z “Oszukać przeznaczenie”. Dzwonisz po karetkę i księdza. Kolega na asyście pyta, czy pamiętasz smak truskawek.
13:00 – To już koniec. Przetrwałeś. Wywalasz wszystko jak leci do sterylizacji, a sam nacierasz się płynem dezynfekcyjnym. Dostajesz opiernicz od pielęgniarki, że zużyłeś go pół litra.
13:30 – Zajęcia z chirurgii. Wchodząc na salę kliniczną widzisz dziecko. Po cichu mówisz kumplom z grupy, że nie zazdrościsz frajerowi, który będzie musiał je przyjąć.
13:35 – Zgadnij, kto jest frajerem.
13:40 – Dziecko wywróciło się na rowerze, jedynka w kawałkach, do ekstrakcji. Zaczynasz od znieczulenia. Robisz wszystko, żeby nie użyć słowa “ból” i nie rozjuszyć pacjenta.
13:41 – Okazuje się, że rodzic ma inne plany.
13:50 – Udało się znieczulić. Pocieszasz się, że siniaki Ci się szybko goją, a bębenki w uszach odrastają.
13:55 – Przystępujesz do ekstrakcji. Mimo znieczulenia Twoją jedyną nadzieją jest to, że ręce masz na tyle długie, żeby trzymać dzieciaka poza zasięgiem ciosu.
14:45 – Jakimś cudem udało się usunąć wszystko, co usunąć było trzeba (ale to opinia asystenta – sam masz ochotę usunąć to dziecko z pola widzenia).
14:55 – Schodzisz do szatni, przebierasz się. Ludzie schodzą Ci z drogi. Napotykasz jedynie
spojrzenia pełne przerażenia lub zrozumienia.
15:30 – Z powrotem w domu. Nie możesz pić, by zapomnieć, bo o siedemnastej zajęcia fakultatywne. Postanawiasz zjeść obiad i się pouczyć.
16:30 – Budzisz się z drzemki.
17:00 – Docierasz na fakultet. Co prawda zdajesz sobie sprawę, że musiałeś wybrać coś, co pasowało do Twojego planu zajęć, a wszystkie inne były zajęte, ale wciąż zachodzisz w głowę jak trafiłeś na “Wybrane zagadnienia fizyki i medycyny nurkowania”.
19:30 – Koniec fakultetu. Nie masz pojęcia co właśnie się zdarzyło. Przecież nie umiesz nawet pływać.
20:30 – Jesteś w domu, siadasz do nauki na jutro.
20:35 – Ok, pouczone, czas na serial.
23:00 – Orientujesz się, że jutro jest wejściówka. Sprawdzasz w podręczniku do interny objawy zawału serca. Dochodzisz do wniosku, że jednak nie umrzesz i musisz się pouczyć.
3:00 – Wciąż nic nie umiesz, ale liczysz, na jakąś boską interwencję. Kładziesz się spać. Nie możesz usnąć do czwartej, bo wlałeś w siebie dwa litry kawy.
7:10 – Budzik, początek dnia…
Dzień z życia studenta stomatologii
