Fakultet z Historii Medycyny należał do jednych z moich ulubionych zajęć na studiach.
Ach! Nie tylko sama treść była ciekawa, ale i kobieta prowadząca ćwiczenia miała charakter! Jak ja lubię takich ludzi. Pamiętam, że te przedpołudnia były niezmiernie przyjemnym przełamaniem anatomii czy statystyki, gdzie, nie wiedzieć czemu, jakoś nie bardzo było się z czego pośmiać.
Za to trzeba było brnąc mozolnie przez Bochenka, który chyba nigdy się nie kończył, przysięgam.
Sami musicie przyznać, że w takim przypadku dużo ciekawsze wydają się zagadnienia testów ciążowych popularnych w baroku czy przegląd kreatywnych metod znieczulania pacjenta, zanim odkryto działanie leków przeciwbólowych.
Dziś nasza Redakcja trzyma w rękach „Bolesną historię stomatologii”, która znalazła się w naszej Strefie Testów.
Jeśli mamy przekazać Wam jedną, główną refleksję, płynącą z lektury, niech będzie to:
„Jak dobrze, że mamy XXI wiek i dysponujemy takimi metodami leczenia, jakie mamy!”. Na kolanach nam dziękować za mnogie sposoby znieczuleń, nowoczesny sprzęt oraz starania, dokładane przez dentystów, aby pacjent czuł się na fotelu dopieszczony i zaopiekowany.
Przyznać trzeba, że historia stomatologii może być znacznym wyzwaniem dla czytelnika o słabych nerwach czy cierpiącego na dentofobię (tak, drodzy Pacjenci, z przykrością potwierdzamy, że takie słowo istnieje a zasadność jego bytu nadal jest niepodważalna).
James Wybrandt prowadzi nas przez wieki oraz przekrój wysoce kreatywnych metody leczenia (czytaj wątpliwych terapii, z braku innych rozwiązań będących jedynymi rozwiązaniami), balansujące na granicy badania wytrzymałości organizmu ludzkiego. Towarzyszymy zatem przeróżnym bóstwom, Świętej Apolonii, „rwaczom zębów”, cyrulikom, znachorom, chirurgom czy w końcu dentystom w ich dokonaniach, mimowolnie powstrzymując nerwowy tik powieki . Bo cóż by było, gdyby nadal popularną metodą profilaktyki w stomatologii była regularna konsumpcja myszy, a pacjent, „zgrzytający zębami” diagnozowany byłby jako taki, który został dotknięty ręką bogini księżyca, w związku z czym wkrótce umrze…?
Kiedy jednak oswoimy się już z myślą, że medycyna i stomatologia rodziły się w bólach, a metody leczenia były niezmiernie fantazyjne, docenimy gigantyczny wysiłek autora, który przeanalizował dostępne źródła i złożył je w całość.
Książkę polecam każdemu kto przedkłada ilość ciekawostek i faktów historycznych nad opisami przygód bohatera. Tutaj bohaterem jest stomatologia i jej rozwój na przełomie wieków jak i kontynentów.
400 stron lektury będzie dobrym prezentem dla zarówno dla wielbicieli historii jak i Medyków.
Książkę znajdziecie na stronie Wydawnictwa Marginesy.
