Strefa Testów: szkolenie „Kompozyt w odcinku przednim” firmy Dental Day

Jaki kompozyt, wariacie? Czyli o tym dlaczego nie mogę jeździć na szkolenia z estetyki zębów przednich, bo nocami śnię o… czym? Odpowiedź znajdziecie w tekście.

Czy Wasze zmysły rozpalają wizje starannego dziergania licówek kompozytowych? A może widząc pacjenta, któremu ta jedyneczka “tak sama się jakoś ukruszyła a weselu” (ten piękny siniak wokół oka też tak sam z siebie? Nieźle.) już nie możecie doczekać się, aż schwycicie nakładacz i pędzelki i zaczniecie pościg za tym, co sama natura stworzyła? Chcecie tworzyć dzieła, które jeno wprawny specjalista szkiełkiem i okiem rozpozna jako coś niebędące naturalną częścią zęba?

Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedzieliście “tak” to ten tekst jest dla Was!

Jak część z Czytelników wie – miałem ostatnio przyjemność uczestniczenia w kursie “Kompozyt w odcinku przednim” organizowaną przez firmę Dental Day – szkolenia dla stomatologów wraz z doktorem Tomaszem Fałkowskim 27.08.21 w Poznaniu.

Chcecie wiedzieć “czy warto było szaleć tak”? Zapraszamy Was do wnikliwej relacji połączonej z recenzją!

PROLOG: LOGISTYKA I ZAOPATRZENIE

Sam kurs trwał dwa dni. Działaliśmy od piątkowego poranka do sobotniego wieczora. Do naszej dyspozycji oddano całkiem imponującą paletę sprzętu – od kompozytów kilku różnych marek, poprzez fantomy, a na lampach polimeryzacyjnych i mikrosilnikach kończąc.

Pracowaliśmy w modelu “trójstopniowym”. Najpierw nieco teorii od Prowadzącego wraz z prezentacją, potem pokaz praktyczny – tutaj nie było problemów tłoczeniem się przy jednym stole Wszystkie czynności były transmitowane przez kamerę i wyświetlane na dużym ekranie. Ostatni “stopień” stanowiła część praktyczna, w której doktor Fałkowski krążył po sali i udzielał cennych porad naszej grupie adeptów pracy z kompozytem.

Kiedy już wykonaliśmy zaplanowane etapy, zatrzymywaliśmy się, aby znów wysłuchać teorii, obejrzeć praktykę i dalej szlifować własne umiejętności. Muszę powiedzieć, że taki model bardzo sprzyja nauce i całość jest przy tym naprawdę rozsądnie rozłożona. Wielkim wsparciem była też otrzymana przez nas na starcie “książeczka” zawierająca wszystkie slajdy z prezentacji wraz ze sporą ilością miejsca na własne notatki. Nawet nie wiecie, jak bardzo ułatwiła mi ona chłonięcie wiedzy

Zasadniczo całą stronę organizacyjną mogę z czystym sercem pochwalić. Jedyny mankament, jaki zauważyłem, to delikatne zmęczenie materiału u uczestników w godzinach popołudniowych pierwszego dnia. Balans pracy, jaką wykonaliśmy był nieco przesunięty właśnie w jego stronę, jest to jednak raczej zrozumiałe. Powiem też szczerze, że cały team odpowiedzialny za organizację to przesympatyczni ludzie! Polecam serdecznie do szkolenia i dyskusji w kuluarach.

AKT I: TEORIA KROCZY PRZED PRAKTYKĄ

Jakich tematów dotknęliśmy w trakcie kursu? Cóż, mimo sprecyzowanego i dość konkretnego focusu – było ich sporo. Niezmiernie trudno mi przedstawić Wam całość zagadnień, jakie poruszylibyśmy – właśnie ze względu na ich wielość! Powiem Wam więc pokrótce z czym się zetknęliśmy. Na początku podróży po świecie kompozytów pochyliliśmy nad kwestiami bondingu oraz ich naprawy. Czyli na dzień dobry mamy już dwie kwestie, które rozpalają dyskusje czy to wśród dentystów, czy to pacjentów…

Nieco później eksplorowaliśmy kwestie doboru odpowiedniego koloru – nie tylko organoleptycznie, ale i z mickiewiczowskim “szkiełkiem i okiem”. Przyszedł również czas na rozmowę o tym, jak w ogóle komponuje się uśmiech i pogoń za wyłapaniem idealnych proporcji. Poznaliśmy różnice w estetyce zębów w różnym wieku, nie ominięto i tematu wybielania. Cała część teoretyczna tyczyła się również, rzecz jasna, wskazówek i instrukcji przygotowujących nas do praktyki. Całościowo muszę powiedzieć, że doktor Fałkowski wykłady prowadzi w stylu wręcz maratońskim. Przez wiele godzin, cały czas na równym, wysokim poziomie. Mądrego to aż miło posłuchać – nawet przez osiem godzin.

AKT II: ZAWSZE ICH DWÓCH JEST – MISTRZ I UCZEŃ

Jak wyglądała część praktyczna? Mieliśmy okazję wykonać mock-up, indeksy silikonowe, pracowaliśmy z odbudową zębów przednich. Krok po kroku przeszliśmy cały proces odbudowy klasy IV oraz oszlifowania i tworzenia licówki kompozytowej. Tutaj ciężko opisać wszelkie konkrety i szczegóły, które wyznaczały nasze modus operandi. Dość powiedzieć, że zwrócono uwagę na bodaj wszystkie aspekty takich odbudów, łącznie z kamuflowaniem pozostawionych przez operatora błędów. Co do samego prowadzącego – doktor Fałkowski okazał się być nie tylko dobrym wykładowcą, ale i ćwiczeniowcem! Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że czuję pokursowy progres. Jest to jednak zwycięstwo tylko połowiczne – bo o ile sporo się przez te dwa dni nauczyłem, to uświadomiły mi one również jak wielu pracy przede mną jeśli idzie o estetykę. i to, być może, jest właśnie wyznacznikiem dobrego szkolenia…?

CZEGO NAUCZYŁEM SIĘ JAKO MŁODY LEKARZ DENTYSTA?

Cóż – ten kurs był moim pierwszym tak bezpośrednim zetknięciem z kompozytową estetyką w odcinku przednim. Z perspektywy młodego dentysty mogę powiedzieć, że przede wszystkim nauczyłem się lepszej pracy z kompozytem – lecz nie mam tu na myśli tylko używania go w odbudowie siekaczy. Prowadzący przekazał sporo przydatnych tipów, które tyczą się pracy z tym materiałem W OGÓLE, gdziekolwiek.

Jeśli idzie o core tego, co robiliśmy – czyli licówkę i IV klasę – tutaj również jest dobrze. Szkolenie było, jak wspominałem, dość kompleksowe i zwracało uwagę na sporo zagadnień. Nie brakowało nam również praktyki, obie te odbudowy wydziergaliśmy tak naprawdę samodzielnie. Koniec końców – czuję się w tym temacie już zdecydowanie mądrzej, teraz przyjdzie czas na zastosowanie wiedzy w pracy z pacjentami. Nabrałem nieco pewności siebie i z pewnością zastosuję w praktyce porady doktora Fałkowskiego jak tylko trafi mi się jakiś zespół poweselnej straty połowy jedynki.

Jestem również zadowolony z omówienia zagadnień teoretycznych. Jak Wam wspominałem – przeszliśmy przez całą masę zagadnień, w tym i takie, które budzą pewne kontrowersje. Podobało mi się to, że tematycznie polecieliśmy dość szeroko, od naprawy kompozytu, przez fotografię, wybielanie, na licówce kończąc. Pewnie, było to nieco męczące – ale, jak już pisałem, czuje się progres. I właśnie o to w dobrym kursie chodzi!

Cóż, pozostało nam jeszcze odpowiedzieć na pytanie z początku recenzji. Powiem Wam tak. Jak nie tykacie funduszowego glasjonomeru – to w porządku. Ale jak już się zbierzcie na takie szkolenie to klejenie tych “białych pląb” zwyczajnie Wam mocno obrzydnie.

Komu możemy polecić ten kurs?

– Młodym dentystom u progu swojej ścieżki zawodowej.

– Osobom zainteresowanym stomatologią estetyczną.

– Każdemu, kto chce poprawić swoje umiejętności pracy z kompozytem, zwłaszcza w odcinku przednim.

– I tak naprawdę każdemu, kto na co dzień para się stomatologią zachowawczą. Przekrój tematów jest szeroki, praktyki sporo.

Karol Pajdak