Dzień świstaka

Otwieram oczy i pędzę do kuchni wdeptując w porozrzucane wieczorem klocki lego. Szlag!

Warto pamiętać, że jak masz dzieci to dom zamienia się w tor przeszkód.

Wrzucam dwie kromki do tostera, kto bogatemu zabroni? Parzę kawkę z „gruzem” niczym profesor Religa. Więcej gruzu niż kawy. Proza życia. Bez „raket fjula” czasami nie odpalam. Trzeba było się wcześniej położyć, powtarzam to sobie codziennie… Nastawiam po cichu radio.

O! A to ciekawe!

Czy na każdy dzień w roku musi przypadać jakieś święto? Takie luźne myśli przy śniadaniu…

Wgryzam się w grzaneczkę jak świstak w młode pędy. Okruszki strzelają we wszystkich kierunkach, niektóre skutecznie kryjąc się na większość dnia w dawno nie strzyżonym zaroście.

Dzień świstaka? Już bardziej przemawia do mnie podlaskie Święto Grzyba. Fajnie mają ci Amerykanie i Kanadyjczycy. Będą dziś wabić świstaka z norki. Nie pytajcie mnie jak bo nie mam pojęcia! Sok z pomidora kapie mi na t-shirt. Shit… Dobra wyschnie…

Myślę, że skurczybyk moją grzaneczką by raczej nie pogardził!

Kiedy taki świstak wyjdzie już z nory, uśmechnie się do paparazzi i zobaczy swój cień (pogoda będzie słoneczna) zima potrwa jeszcze przynajmniej 6 tygodni. A gdy będzie jednak pochmurno lub mgliście – wiosna jest już za pasem.

Wiecie jakie jest prawdopodobieństwo sprawdzania się tej wróżby? Statystyki mówią o 50%. Serio?

Amerykanie, Kanadyjczycy, nie chciałbym wyjść na mruka…

(A wiecie, że świstak to inaczej mruk? Albo świszcz?)

No więc nie chciałbym wyjść na mruka, ale nie mogli byście sobie rzucić monetą?

A może łatwiej będzie sprawdzić sobie po prostu prognozę pogody w miejscach bytowania świstaków? Nie ma za co!

A pamiętacie ten film, „Dzień świstaka”? Bill Murray wpadł tam w jakąś pętlę czasu przeżywając wciąż od nowa drugi dzień lutego. I za każdym razem przeżywał go inaczej! To jest myśl! Nie można się dać monotonii! Każdy dzień przecież wygląda podobnie jedynie z pozoru…

Rozcieram skronie, chwytam kubek kawy w obie zmarznięte dłonie. Zaciągam się aromatem subtelnym niczym papier ścierny i aksamitny głosik Nergala. Może przesadziłem z tymi fusami? Zamykam na chwilę oczy.

…Otwieram oczy i pędzę do kuchni wdeptując w porozrzucane wieczorem klocki lego. Szlag!

Warto pamiętać, że jak masz dzieci to dom zamienia się w tor przeszkód.

Wrzucam dwie kromki do tostera, kto bogatemu zabroni? Parzę kawkę z „gruzem” niczym profesor Religa. Więcej gruzu niż kawy. Proza życia. Bez „raket fjula” czasami nie odpalam. Trzeba było się wcześniej położyć, powtarzam to sobie codziennie… Nastawiam po cichu radio….

Adam Zyśk
Grafika do wpisu pochodzi z Pixabay.